facebook instagram
  • Home
  • Książki
  • Przeczytane książki
  • Filmy
  • O mnie
  • Contact
  • Freebies

Blog recenzencki o książkach i filmach.


Autor: A. Docher
Tytuł: "Najlepszy powód, by żyć" 
Gatunek: romans
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: OMGBooks
Ilość stron: 400


Cześć kochani,
postanowiłam dziś wziąć się za opinię książki, która jakiś już czas temu trafiła w moje ręce, ale dopiero teraz znalazłam chwilkę, aby ją dogłębniej przeanalizować.
Przyznaję, Augusty Docher wcześniej kompletnie nie kojarzyłam i nawet mi nie przyszło do głowy, że tak może brzmieć pseudonim polskiej autorki, ale nie zrażając się, podeszłam do tytułu bez żadnych uprzedzeń. Czy była to ciekawa książka, warta spędzonego nad nią czasu? Już za chwilkę się przekonacie :)



Moja opinia...

Choć "Najlepszy powód, by żyć" miał swoją premierę w zeszłym roku, to dopiero za sprawą Wydawnictwa OMGBooks ta pozycja trafiła jakiś czas temu w moje ręce. 
Przede wszystkim opis był tym, co skusiło mnie najbardziej, aby przeczytać tę powieść - motyw choroby w książkach zwykle chwyta mnie za serce i miałam nadzieję, że coś ciekawego odnajdę w książce A. Docher. Nie miałam wcześniej styczności z tą autorką i nie do końca wiedziałam czego się spodziewać, co też zwykle ma ogromny plus w postaci braku uprzedzeń i wspomnień z literaturą danego autora.

"Czasami potrzebujemy samotności, żeby przetrawić pewne sprawy, przegryźć je w sobie, przemielić i przeżuć, nieraz aż do mdłości. Ale kiedyś nadchodzi właściwy czas i trzeba wyjść z mrocznej jaskini, z tego cholernego gówna, w którym tkwiliśmy, i poszukać kogoś, kto nas pokocha, trzeba być z kimś, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie mamy siły Boga, żeby radzić sobie samemu. Wszyscy kogoś potrzebujemy."

Zacznijmy może w tym przypadku od stylu i narracji.
Książka została podzielona na dwie fazy: "przedtem" oraz "teraz", przez co długo nie mogłam się połapać w całej historii, aż doszłam do wydarzenia, które wiele rozjaśniło. Przez ten brak wytłumaczenia z początku można się nieźle pogubić i mieć mętlik w głowie. Styl jest niezły, ale czasami odnosiłam wrażenie, że czytam książkę napisaną przez nastolatkę, a nie dorosłą kobietę - szczególnie w częściach, w których poznajemy dogłębniej przemyślenia Marcela. Jego część była bardzo charakterystyczna i dość ryzykowna, co z jednej strony było ogromnym plusem - można było wyczuć wręcz charakter postaci, poprzez prowadzenie narracji, z drugiej może niejedną osobę drażnić. Mi się ten zabieg bardzo spodobał.

W "Najlepszym powodzie, by żyć" mamy wiele elementów, o których już wcześniej gdzieś słyszeliśmy bądź czytaliśmy. Przez większość książki nasuwał mi się tytuł "November 9" C. Hoover. Bardzo podobny motyw, który trafił główną bohaterkę, jak również plot twist, przez co czytając polski tytuł czułam podświadomie jak to się wszystko skończy.



Na uwagę zasługuje kreacja głównych postaci. Dominika na początku była ciekawą bohaterką, dało się lubić i chciałam, wręcz marzyłam żeby wszystko dobrze się skończyło. Jednak kiedy dziewczyna na nowo "odżyła" jej postępowanie zakrawało wielokrotnie o naiwność - zwalam to na karb wieku. Było kilka sytuacji, kiedy zamiast jej kibicować, myślałam o niej w negatywny sposób.
Marcel to całkiem inna bajka. Tu miałam odwrotne wrażenie. Z początku nie za bardzo go lubiłam. Wręcz jego sposób bycia i zachowanie mocno mnie drażniło. Z czasem, przyzwyczaiłam się do tego chłopaka i z każdą kolejną stroną bardzo go polubiłam. Nie jest to idealny bohater, ale budzi w czytelniku nić sympatii, choć również w jego przypadku ogromna naiwność i brak doświadczenia życiowego wielokrotnie budziło we mnie politowanie.

Dla kogo?

Przede wszystkim dla nastolatków, tych bardziej dojrzalszych emocjonalnie, szukający polskiej alternatywy dla książek dla młodzieży/young adult z ciekawym przesłaniem.

"Jakakolwiek wiadomość i tak jest lepsza od niepewności, bo masz kontrolę, możesz coś zaplanować, przemyśleć, przygotować się do walki."

Moja ocena...

Długo się zastanawiałam nad oceną. Bądź co bądź, książka źle nie jest napisana, a historia całościowo sprawia wrażenie, że gdzieś ją już "widzieliśmy", więc nie znajdziemy w niej efektu "wow". Po dłuższym namyśle dam jej 6/10 licząc, że kontynuacja będzie lepsza :)

A za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu OMGBooks.


lipca 25, 2019 No komentarze


Cześć kochani,
dziś będzie dość nietypowy wpis, bowiem dawno nie robiłam listy filmów, które warto zobaczyć z określonym tematem w tle. Padło na balet. Dlaczego? Od małego dzieciaka fascynowała mnie ta technika tańca, a zaczęło się tak naprawdę od pewnego filmu, po którym wręcz zapragnęłam wirować w tańcu jak tancerze. Cóż, na marzeniach się skończyło, ale balet w filmach nadal lubię oglądać.
Poniżej znajduje się subiektywne zestawienie sześciu filmów, które według mnie warto obejrzeć.
Serdecznie zapraszam!

1. "Center stage: Turn it up" (2000r.)



Jest to zdecydowanie mój faworyt. Uwielbiam przedstawioną w tym filmie historię i to jak balet został połączony z tańcem nowoczesnym. Jeśli jeszcze go nie widzieliście, koniecznie nadróbcie zaległości!

2. "Czarny łabędź" (2010r.)



Jeden z piękniejszych filmów o balecie, który chwyta za serce i ukazuje ciemną stronę tego tańca. Cudowna rola Natalie Portman, o której można jedynie mówić w superlatywach.

3. "Billy Elliot" (2000r.)


Czy ktoś nie widział "Billego Elliota"? Film ten jest ciekawą opcją na ukazanie innego podejścia do tańca - chłopca, który pędził za marzeniami. Polecam z całego serca! Warty obejrzenia!


4. "First position" (2012r.)



Jest to chyba jedyny film dokumentalny w moim zestawieniu, który zasługuje na obejrzenie. Dzieciaki tańczące balet, zmierzające po marzenia i skupione na tym, aby być najlepszym tancerzem - podziwiam ich wytrwałość. Zdecydowanie warto zobaczyć ten film!

5. "Ballerina" (2016r.)


Nie spodziewaliście się bajki w tym zestawieniu, co? 
Kiedy tylko usłyszałam o tej bajce od razu zapragnęłam ją obejrzeć, bo... oczywiście w tle jest balet :) Jest to świetna alternatywa dla filmów, która z pewnością spodoba się nie tylko dzieciakom :)

6. "Girl" (2018r.)




Ostatni film, który trafił na tę listę jest całkiem nowy. Nowy, ale jakże istotny problem jest w nim omówiony. Problem tożsamości płciowej, który co raz rzadziej jest tematem tabu. Gdy tylko zobaczyłam, że wchodzi w marcu do kin zapragnęłam go obejrzeć.
Film jest rewelacyjny, który każdy, absolutnie każdy powinien obejrzeć. To, jak zagrał Victor Polster, główną postać Lary - delikatnej, wrażliwej dziewczyny uwięzionej w ciele mężczyzny, zasługuje na najwyższe laury!
"Girl" jest filmem pięknym, subtelnym, z mnóstwem baletu w tle.

I to już koniec. Wiem, że wiele filmów pominęłam, ale moim zdaniem powyższa szóstka to jest "must watch" każdego fana baletu :)
Oglądaliście któryś z powyższej listy? A może macie swoich faworytów?
Dajcie znać w komentarzach :)

Kasia, @czytamiogladam_pl




lipca 23, 2019 No komentarze

Autor: S. Vivian
Tytuł: "Słodko-gorzkie lato" 
Gatunek: młodzieżówka
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo: Feeria Young
Ilość stron: 424
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski

Cześć kochani,
w gąszczu letnich zapowiedzi książkowych, moją uwagę niedawno zwróciła książka, która miała swoją premierę 19 czerwca, a o która to, zdecydowanie swoim klimatem idealnie nadaje się na letnie wieczory z książką. Jesteście ciekawi? Serdecznie zapraszam :)



Moja opinia...

Autorkę kojarzyłam przede wszystkim z wcześniejszą pozycją wydaną również przez Wydawnictwo Feeria Young - "Fatalna lista", o której było dość głośno w zeszłym roku, jednakże nie miałam okazji wcześniej przeczytać, czegokolwiek co wyszłoby spod pióra S. Vivian. Zarówno styl, jak i kreacja postaci była dla mnie totalną niewiadomą i zaskoczeniem.

I rzeczywiście, styl pisania jest bardzo specyficzny. On się dość często pojawia w filmach, kiedy mamy narratora, który opowiada nam historię. Tu jest to aż nazbyt widoczne i do tego trzeba się zdecydowanie przyzwyczaić. Nie wiem, czy autorka ma w zwyczaju w taki sposób opisywać historie w każdej powieści, ale na szczęście ta pewna uciążliwość po prawie pięćdziesięciu stronach znika.

Na uwagę zdecydowanie należy zwrócić na sposób opisywania przez autorkę procesu tworzenia lodów czy też smakowania ich. Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, aby ślinka mi pociekła podczas czytania książki. W "Słodko-gorzkim lecie" zostało to w tak piękny i jednocześnie dosadny sposób opisane, że musiałam opanować chęć na lody :)

Bardzo podobał mi się rys psychologiczny głównej bohaterki — Amelii. Od samego początku widać było, że dziewczynie zależy nie tylko na pracy, ale również na dobrym samopoczuciu całej grupy dziewcząt pracujących w lodziarni Meade. W ciekawy sposób można zauważyć subtelne różnice pomiędzy naszym pierwszym zetknięciem się z tą postacią a końcowymi stronami książki. Zdecydowanie czuć, że Amelia przechodzi wewnętrzne zmiany, dojrzewa.
W zasadzie nie tylko ona, bo również Brady oraz Cate. Cała trójka głównych bohaterów pamiętnego lata musi się zetknąć ze zmianami, jakie wkrótce w ich krótkim życiu nastąpią oraz nauczyć się z nimi żyć.



W powieści warto zwrócić uwagę na dziejący się jakby obok drugi wątek — Molly Meade, który pojawia się za sprawą Amelii, która podczytuje pamiętnik starej właścicielki lodziarni. A należy w tym punkcie wiedzieć, że Molly skrywa w sobie nie tylko historię miłosną, ale przede wszystkim tajemnicę swojego życia.
Nie będę ukrywać, że fragmenty, kiedy pojawiał się pamiętnik Molly i jej wspomnienia sprawiały, że chętniej zaczytywałam się w powieści. Czuć było w nich od samego początku do końca nieodkrytą tajemnicę.

"Słodko — gorzkie lato" to nie tylko romans dla młodzieży. To zdecydowanie słodko-gorzka historia, która moim zdaniem zaczyna się i kończy lekko gorzkim zabarwieniem. Całość czyta się zaskakująco szybko i nie sposób się oderwać od zawartej w środku historii.


Dla kogo?

Dla młodzieży, ale tej starszej. Tej, która powoli wkracza w dorosłe życie. Która to doceni delikatne i subtelne aspekty w tej powieści.




Moja ocena

Bardzo mocne 7/10. Książka jest wyjątkowa na swój sposób. Zwraca uwagę czytelnika na dorastanie, dojrzewanie, odpowiadanie za podejmowane decyzje oraz mówi o sile przyjaźni - z jej pozytywnymi, ale też negatywnymi aspektami. Zdecydowanie polecam! 

A za możliwość przeczytania chciałabym podziękować Wydawnictwu Feeria Young.


lipca 01, 2019 No komentarze

Autor: J. Dawson
Tytuł: "Zabójcze lato" 
Gatunek: thriller
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: YA!
Ilość stron: 320
Tłumaczenie: Marta Bazylewska


Cześć kochani,
w końcu nadszedł ten dzień kiedy mogę powrócić do Was z recenzją. Tym razem będzie coś dla fanów YA oraz thrillerów, bo "Zabójcze lato" jest połączeniem obu gatunków. Jak wyszło autorce? Czy warto sięgnąć po tę pozycję?


Krótko o treści...

W niejasnych okolicznościach podczas balu maturalnego ginie Janey Bradshaw. Policja, rodzina i większość znajomych uważa, że popełniła samobójstwo, rzucając się z klifu w morze. Do momentu, aż u jej przyjaciół pojawia się nieoczekiwany gość…



Moja opinia...

Kiedy wśród zapowiedzi wydawniczych w maju(link) natrafiłam w gąszczu różnych interesujących opinii, po przeczytaniu opisu, "Zabójcze lato" do tego stopnia mnie zaintrygowało, że stwierdziłam, iż warto zwrócić na tę książkę uwagę. Tak się stało, że Wydawnictwo Ya! było na tyle miłe, że podesłało mi tę powieść do recenzji. 

Autorka ma bardzo miły i nie męczący styl pisania. "Zabójcze lato" czyta się naprawdę szybko, przyjemnie. Po części pewnie ma na to wpływ z pewnością sama w sobie historia wykreowana przez J. Dawson, jednakże z drugiej strony czuć, że to nie pierwsza powieść autorki. 

"Każdy pokazuje inną twarz w kontaktach z ludźmi, a inną odsłania, kiedy zostaje sam ze swoimi myślami."

Ogromnym plusem samej historii jest dawkowanie napięcia. Bardzo pozytywnie odebrałam konstrukcję całej powieści. Podobało mi to, jak autorka była w stanie zawiązać wszystkie wątki, choć nie ukrywam, że otwarte zakończenie lekko mnie zawiodło. Akurat tutaj aż się prosiło, aby nad zakończeniem mocniej popracować. Może to kwestia braku pomysłu?
Z pewnością ciekawym zabiegiem były nagłe zwroty akcji i momentami zaskakujące wątki, które miały lekkie naleciałości absurdu, ale autorka potrafiła się wybronić w nawet najgorszym momencie.
Ostatnie rozdziały niewątpliwie trzymały w napięciu i jednocześnie zostały w bardzo ciekawy oraz dokładny sposób opisane, co rzadko się zdarza. 

Fajnym aspektem była prowadzona narracja z perspektywy kilku osób, dzięki czemu mogliśmy wraz z trwaniem powieści, odkrywać kolejne elementy układanki. 

Moim zdaniem zdecydowanym minusem są postaci, które autorka wykreowała. Większość z nich, to dosłownie mamałyga. Bez krzepy, bez większych emocji. Pojawiają się w powieści na zasadzie zapchania treści jakimś dodatkowym wątkiem, na który autorce zabrakło koncepcji. 
Natomiast wśród bohaterów warto zwrócić uwagę na Katie - niby banalna dziewczyna, a jednak potrafiąca na koniec zrzucić taką petardę!



Bardzo podobał mi się pomysł na powieść. Książka miała zarówno dobre, jak i złe momenty, ale koniec końców muszę przyznać, że dobrze się ją czytało i autorka wielokrotnie potrafiła wpędzić czytelnika w przysłowiowe maliny, kiedy próbowałam na własną rękę zgadnąć, kto był mordercą.
Ciekawe było również to, że wśród jednego sekretu, który spajał całą grupę, można było zauważyć specyficzne zachowania psychologiczne. 

Moja ocena...

Będąc uczciwą, pozycja ta zasługuje na lekko naciągane 7/10. Z początku każdego czytelnika może odstraszyć brak akcji, jednak z czasem powieść się rozkręca, natomiast końcówka nadrabia straty z samego początku. Myślę, że mogę ją Wam polecić, ale miejcie do niej cierpliwość, szczególnie przy pierwszych stronach ;)

A za możliwość przeczytania chciałabym podziękować Wydawnictwu Ya!



lipca 30, 2018 No komentarze

Autor: I. McEwan
Tytuł: "Na plaży Chesil" 
Gatunek: melodramat
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 189
Tłumaczenie: Andrzej Szulc


Cześć kochani,
ostatnio nie czytałam nic z literatury bardziej ambitnej i kiedy dostałam z zaskoczenia propozycję zrecenzowania książki I. McEwana "Na plaży Chesil" stwierdziłam, że czemu nie :)

Krótko o treści...

Czerwiec 1962 roku. Para nowożeńców przybywa do hoteliku na południowym wybrzeżu Anglii, by spędzić tam noc poślubną. Florence, córka biznesmena i filozofki, jest utalentowaną skrzypaczką marzącą o założeniu własnego kwartetu smyczkowego. Edward to zdolny absolwent historii interesujący się wpływem wielkich ludzi na kształt dziejów.
Oboje z niepokojem myślą o chwili, gdy skonsumują małżeństwo – ona boi się fizycznego zbliżenia, on obawia się, że nie sprosta czekającemu go zadaniu. Niemożność pokonania barier i nieumiejętność rozmowy o wspólnych problemach doprowadzą do dramatu…
(opis pochodzi ze strony Wydawnictwa Albatros)

Moja opinia...

Nie będę ukrywać — zanim zdecydowałam się na przeczytanie tej pozycji, kojarzyłam autora jedynie z filmu „Pokuta". Tak, z filmu, a nie z książki. Nie znałam wcześniej stylu pisania, nie do końca wiedziałam, jak autor prowadzi narrację, więc pod pewnym względem był on dla mnie niewiadomą.
Niewiadomą, którą postanowiłam odkryć i się zmierzyć.

Zacznę może od tego, co da się najłatwiej zauważyć w tej niepozornej książce, a mianowicie styl pisania. Według mnie jest on dość wymagający, ale też lirycznie piękny, dzięki językowi, który idealnie oddał charakter lat sześćdziesiątych. Autor nie pozwala odpłynąć nam gdzieś myślami, ponieważ od razu mamy wrażenie, że jakiś wątek lub element może nam umknąć. Do tego należy dodać, że sam styl jest przepiękny, wręcz urzekający, choć sama narracja nie porywa, akcja momentami jest rozwleczona, ale... Ale tak właśnie musi być. Taki jest styl i charakter powieści. I w końcu czuć od początku do końca zamierzoną konsekwencję. Jednym może się to spodobać, innych od razu zniechęci do lektury.



Oprócz dość specyficznie prowadzonej narracji, muszę tu wspomnieć, że autor w subtelny sposób nakierowuje naszą uwagę na aspekty, które są w książce „Na plaży Chesil” zdecydowanie najważniejsze.
Nie będzie banałem, kiedy napiszę, że obecnie tematyka seksualności wyszła poza ramy tabu i wręcz dobija się do nas z każdego nośnika, ale kiedyś... Jestem w stanie sobie wyobrazić strach młodziutkiej dziewczyny, z którą nikt nigdy nie odbył jako takiej rozmowy na ten temat. Tym bardziej w czasach, jakich miała okazję żyć — kiedy większość Anglii żyła pod wpływem głębokiego purytanizmu. Problemem w tej powieści nie stanowiła seksualność głównej bohaterki, a przede wszystkim brak szczerej rozmowy. W środku znajdziemy również historię o zmarnowanej szansie, gdzie czasem jedna chwila, jeden moment może doprowadzić do tego, iż nasze życie podąży w całkowicie innym kierunku.

Mimo wszystko podobała mi się postać Florence — lekko naiwna, o dość archaicznych jak na nasze czasy poglądach, ale też bardzo młodziutka, na co zwalam karb jej wręcz głupiutkich/wstydliwych zachowań. Przez całą powieść czułam wewnętrznie, że należałoby ją zrozumieć i wręcz obronić jej postępowanie. I tak właśnie robiłam — broniłam ją przed Edwardem, dla którego problem braku otwartej rozmowy o seksualności swojej żony stanowił chyba większy problem, niż dla samej zainteresowanej.



Jedno trzeba oddać autorowi. Na stronicach niezbyt grubej powieści, potrafił skupić się na przeżyciach wewnętrznych głównych postaci, przy tym nie tracąc nic z chęci podjęcia rozmowy na poszczególne tematy.
Myślę, że ta książka mogłaby bez problemu trafić do kanonu lektur w liceum.

Podsumowując...


"Na plaży Chesil" I. McEwana urzeka zastosowanym językiem oraz sprawia, że tematyka, jaką podjął się autor, ukazuje szerszą perspektywę na związki damsko - męskie. Pozycja ta sprawia, że możemy poznać nastroje społeczno-polityczne Anglii XX wieku. Myślę, że warto tę pozycję przeczytać i dać się wciągnąć w tę piękną, choć dramatyczną historię. Moja ocena nie będzie niższa niż 8/10.

A za możliwość przeczytania i zrecenzowania, chciałabym podziękować Wydawnictwu Albatros.



lipca 23, 2018 No komentarze

Autor: M. C. Corasanti, J. Kanj
Tytuł: "Oblubienica morza" 
Gatunek: obyczaj
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 416
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska

Cześć kochani,
tak jak pewnie większość z Was, uwielbiam od czasu do czasu sięgnąć po coś do czytania, dzięki czemu wyjdę ze strefy komfortu i poczuję takie emocje, o których istnieniu powoli moja pamięć by zacierała. Nigdy bym nie przypuszczała, że akurat taki gatunek i ta konkretna pozycja wykreują we mnie takie odczucia! Jesteście ciekawi opinii? Zapraszam :)


Krótko o treści...

Cztery różne osoby. Jedna historia o ojczyźnie i miłości ponad podziałami.
Sara zostaje wypędzona z Rosji z powodu żydowskiego pochodzenia. Próbuje ułożyć sobie nowe życie w Palestynie. Pracując jako pielęgniarka, poznaje lekarza, Yousefa. Na drodze ich miłości stają różnice w pochodzeniu i narastający konflikt palestyńsko-izraelski.

Ameer mieszka w obozie dla uchodźców w Libanie. Udaje mu się wyjechać do USA, gdzie rozpoczyna nowe życie jako naukowiec. Wciąż jednak ścigają go echa przeszłości.

Rebeka, osiemnastoletnia Żydówka, sprzeciwia się złemu traktowaniu arabskich społeczności przez jej rodaków. Zrywa ze swoim despotycznym narzeczonym. Nie spodziewa się jednak, jak straszne mogą być tego konsekwencje.
Ich losy łączą się, tworząc przejmującą opowieść - podróż przez pokolenia i kontynenty, historię o tej samej ziemi po obu stronach konfliktu.

Moja opinia...

Przyznaję, zanim zgłosiłam chęć recenzji "Oblubienicy morza" zrobiłam krótkie badanie na temat autorów powieści. nie czytałam książki "Drzewo migdałowe", którą napisała wcześniej Michelle C. Corasanti, ale jeśli jest choć w minimalnym ułamku tak ciekawie skomponowana, a bohaterowie w równie cudowny sposób wykreowani, to z pewnością wkrótce i po nią sięgnę.

"Życie wdepcze cię w ziemię, jeśli mu na to pozwolisz. Ale musisz się nauczyć podnosić po każdym ciosie. Tak właśnie robią zwycięzcy."

Zdaję sobie sprawę, że treść może nie znaleźć wielu zwolenników wśród polskich czytelników, bo jest to przede wszystkim trudne zetknięcie się z rzeczywistością jaka panuje obecnie na Bliskim Wschodzie. Mnie osobiście tło książki, czyli konflikt palestyńsko - izraleski wręcz zachęcił do przeczytania "Oblubienicy morza", ponieważ przy takich tematach zawsze pojawiają się rozterki natury moralnej, rodzinnej czy też egzystencjalnej.



Piękne jest to, że zarówno Izraelka jak i Palestyńczyk, nie patrząc na przeszłość potrafili połączyć siły i stworzyć tak wyborną powieść: pełną ładunku emocjonalnego - całej palety barw odczuć. Język jest lekki, przyjemny. Bardzo podobały mi się obco brzmiące wstawki, które tylko dodały charakteru podczas czytania. Wydawnictwo zadbało również o dość dużą czcionkę, która w żaden sposób nie męczy czytelnika.

Podczas lektury ciężko dostrzec, aby książka została napisana przez dwie osoby. Narracja do tego stopnia zespala się w jedność, że jest to wręcz trudne do dostrzeżenia, aczkolwiek jest ona zarówno jednoosobowa jak i trzecioosobowa - w zależności, który z bohaterów wychodzi na pierwszy plan i którego to historię będziemy aktualnie podczytywać.
Należałoby w tym miejscu na chwilę się zatrzymać i wspomnieć właśnie o postaciach występujących w pozycji.

W "Oblubienicy morza" mamy cztery postaci pierwszoplanowe - Sara, Yousef, Ameer oraz Rebeka. Każda z nich tworzy osobą powieść/historię, której wątek jest w bardzo inteligenty sposób prowadzony i ciągnie za sobą mnóstwo bohaterów pobocznych.
Mimo że są cztery postaci, to tak naprawdę w książce znajdują się dwa obszary czasowe - lata 30te oraz 80-90te XX wieku. Jest to o tyle atrakcyjny zabieg, że mamy możliwość dostrzeżenia zmian jakie zaszły nie tylko podczas nasilającego się konfliktu izraelsko - palestyńskiego, ale również w samych ludziach - ich głębokich ranach jakie z biegiem lat się rozrosły, a mimo to nieliczni potrafili odnaleźć w sobie człowieczeństwo oraz uczucia wyższe.
Co jest bardzo ciekawym elementem to to, że cztery wątki są ciągle jakby obok siebie. Gdzieś macki przeszłości dotykają każdą z postaci i co jest może po części lekko przewidywalne, to wszystkie te wątki na sam koniec tworzą jedną, przepiękną historię.

"Jeśli chcesz coś zmienić, wejdź tak wysoko, jak tylko jesteś w stanie, a potem zapal światło."

Dawno nie czytałam książki, podczas lektury której chciałabym ją odrzucić, nie ze względu na to, że była słaba, ale właśnie przez emocje jakie wewnątrz mnie potrafiła rozbudzić. "Oblubienica morza" targa nami jak przysłowiową flagą na wietrze. W środku znajdziemy istną karuzelę emocjonalną, prowadzącą od nienawiści(tło historyczne), przez złość na los jaki dopadł bohaterów, a kończąc na łezce wzruszenia, że mimo przeciwności ze strony rodzinnych niesnasek/uprzedzeń czy też polityki toczonej na wyższych szczeblach, ludzie pozostają tylko ludźmi i są w stanie sobie wybaczyć błędy przeszłości.
Osobiście przez długi czas podczas lektury nasuwało mi się jedno porównanie - "Oblubienica morza" jest luźną interpretacją "Romea i Julii", z tym że bardziej namacalną, o problemach, jakie mogą nas dotknąć z dnia na dzień. Jest również powieścią o walce o siebie, ale także o wybaczaniu.

Moja ocena...

Jak dla mnie? 10/10! Książka ta z pewnością trafi na półkę moich ulubionych pozycji. Jest to naprawdę przepiękna historia, nie tylko dla fanów książek z tłem wojenno - politycznym.
Szczerze i z całego serca polecam! Przeczytajcie koniecznie, a nie pożałujecie.

A za możliwość przeczytania chciałabym podziękować Wydawnictwu SQN.


lipca 18, 2018 No komentarze
Older Posts

Wyzwanie obieżyświata

Pod tym linkiem znajduje się więcej informacji na temat wyzwania czytelniczego, jakie sobie narzuciłam w 2019r.
Pewnie przejdzie ono również na 2020r., ale mimo wszystko zachęcam do zajrzenia na stronę :)

W I Ę C E J

Zajrzało tu już...

About me

About Me

Cześć!
Witaj w moim małym miejscu.
Serdecznie zapraszam cię do mojego świata, gdzie królują książki i filmy.
Zrób sobie herbatkę lub kawkę, złap za ciepły kocyk i spędź miło czas :)

Kasia, @czytamiogladam_pl

Instagram

Labels

10/10 2/10 3/10 4/10 5/10 6/10 7/10 8/10 9/10 film książka

Blog Archive

  • ▼  2021 (1)
    • ▼  września (1)
      • #192 Sekret Heleny | L. Riley
  • ►  2019 (33)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (6)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (4)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2018 (97)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (7)
    • ►  września (12)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (7)
    • ►  czerwca (6)
    • ►  maja (10)
    • ►  kwietnia (10)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (11)
  • ►  2017 (99)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (10)
    • ►  października (11)
    • ►  września (11)
    • ►  sierpnia (13)
    • ►  lipca (15)
    • ►  czerwca (12)
    • ►  maja (8)
    • ►  kwietnia (8)
    • ►  marca (2)

Created with by ThemeXpose