facebook instagram
  • Home
  • Książki
  • Przeczytane książki
  • Filmy
  • O mnie
  • Contact
  • Freebies

Blog recenzencki o książkach i filmach.



Autor: Carlos Ruiz Zafon
Tytuł: "Książę mgły"
Gatunek: dreszczowiec
Rok wydania: 2013
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 198


O KSIĄŻCE...

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia musicie przeprowadzić się do zupełnie nieznanego małego miasteczka, w którym większość ludzi zajmuje się rybołówstwem. Razem z rodziną postanawiacie zamieszkać w starym domu znajdującym się na skraju miasteczka, niegdyś należącego do innej rodziny, w której stała się straszna tragedia - syn państwa Fleishmannów - Jakob utonął w morzu. Od pierwszych chwil spędzonych w domu dzieją się dziwne rzeczy. Posągi cyrkowców znajdujące się pod lasem wyglądają jakby się szyderczo uśmiechały i zmieniały swoje ustawienia, z szafy coś wyłazi, śnią się dziwaczne sny... Pewnego dnia na swojej drodze spotykacie Rolanda - młodego chłopaka, który staje się dla was przewodnikiem po miasteczku. Opowiada o ciekawostkach dotyczących między innymi statku, który kilkanaście lat temu został zatopiony... Od tego momentu już nic nie będzie takie jak poprzednio.
I to właśnie przeżył Max wraz z rodziną pamiętnego roku 1943. Po poznaniu Rolanda wszystko się zmienia. Max powoli odkrywa tajemnicę jaką stary latarnik Victor Kray skrywał latami na temat Księcia Mgły.


NIJAKOŚĆ PRZEPLATANA PIĘKNYMI OPISAMI...

Napiszę szczerze, bez zbędnego słodzenia. Książka na początku była dla mnie strasznie nijaka. W zasadzie sielankowy klimat osady rybackiej wbija w fotel i sprawia, że mamy ochotę lekturę odłożyć na inny, lepszy dzień. Jednakże warto przebrnąć przez początek, ponieważ z każdą kolejną stroną nastrój staje się bardziej mroczny i historia Maxa sprawia, że chcemy dobrnąć do końca.

Rozrywka jest jak laudanum; pozwala nam się oderwać od nędzy i bólu. Sęk w tym, że tylko przelotnie.
Muszę przyznać, że odniosłam kilkukrotnie wrażenie, że chyba nie do końca ktoś ją poprawnie oznaczył. To, że występują tam dzieci nie do końca sprawia, że jest to w moim odczuciu książka dla młodszego czytelnik. Podejrzewam, że właśnie dlatego sam autor na początku zaznacza, iż również dorosły odnajdzie się w tej pozycji. Na szczególną uwagę zasługują cytaty, nad którymi niewątpliwie warto przysiąść i się chwilę zastanowić.
[...] każdy rok ciąży mi na ramionach jak głaz. Dopiero teraz z upływem lat zaczyna się dostrzegać pewne rzeczy. Teraz wiem na przykład, że życie się dzieli zasadniczo na trzy etapy. Najpierw człowiek nie myśli o tym, że się zestarzeje, że czas płynie i że od pierwszej chwili, od samych narodzin, zmierzamy do wiadomego końca. Kiedy mija pierwsza młodość, wkraczamy w drugi okres i uświadamiamy sobie, jak kruche jest nasze życie. To, co z początku jest tylko bliżej nieokreślonym niepokojem, przybiera na sile, stając się wreszcie morzem wątpliwości i pytań, które towarzyszą nam przez resztę dni. I w końcu u kresu życia rozpoczyna się trzeci etap, okres pogodzenia się z rzeczywistością. Wówczas nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zaakceptować naszą kondycję i czekać. 
Jest to moja pierwsza książka tego autora i po lekturze "Księcia Mgły" chętnie sięgnę po kolejne jego tytuły. Zafon bardzo dobrze buduje napięcie i wprowadza w swój świat czytelnika. Pisze bardzo obrazowo, mroczna atmosfera jest bardzo wyczuwalna i niemal namacalna. Mi kilkukrotnie włos się zjeżył czytając np. scenę na cmentarzu bądź podczas nurkowania Maxa z Rolandem.


MINUS? A MOŻE PLUS...

Jedyny minus i zastrzeżenie jakie posiadam to do końcowej sceny. Po prostu zabrakło mi tam czegoś zaskakującego. Poza tym ta scena z Kainem była słabo opisana w stosunku do pozostałej treści. Nie chcę zdradzać za wiele tym, którzy nie czytali dlatego ten wątek oceny pozostawię bez zakończenia...

Morał książki jest dość ciężki do przełknięcia. Jeśli coś chcemy od życia bądź pragniemy, musimy poświęcić inną rzecz/sprawę/osobę. Bardzo przykre i dosadne, a jednocześnie prawdziwe. 
 „Ale błędem, poważnym błędem jest wiara w to, że można ziścić swoje marzenia, nie dając nic w zamian. Nie wydaje ci się? Powiedzmy, że nie byłoby to sprawiedliwe.”

Jak dla mnie ocena końcowa to mocne 6/10. Podejrzewam, że skoro to był debiut to kolejne książki będą jeszcze lepsze, dlatego wolę się przyjemnie zaskoczyć niż niemile zawieść.

Jeżeli dotarłeś do tego miejsca, mój drogi czytelniku, chciałabym Ciebie serdecznie zaprosić do dropboxa, gdzie w ramach podziękowania możesz otrzymać ode mnie 2 zakładki do pobrania za darmo. 




kwietnia 02, 2017 No komentarze




Autor: 
Marcin Wicha
Tytuł: "Jak przestałem kochać design"
Gatunek: Esej
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Karakter
Ilość stron: 260

OPIS Z WYDAWNICTWA KARAKTER: 

Zmarnowałem dzieciństwo i młodość. Nie słuchałem Stonesów ani Depeche Mode. Moimi rockmanami byli graficy. Do domu architekta, Piotra Wichy, nie mają wstępu kapcie, pufy ani meblościanki. Po podłodze stukają drewniaki, zdobyte cudem odrzuty z eksportu. Plakaty Świerzego, klocki Lego, deska kreślarska ojca i rubryka „Wybraliśmy dla Ciebie” w piśmie „Ty i Ja” to pilnie strzeżone przyczółki w wojnie z peerelowską brzydotą. Potem syn architekta zostaje projektantem. W kraju zmienia się system. Wróg jednak pozostaje ten sam, jest tylko bardziej krzykliwy. „Nasze logoski są za małe!” - denerwują się klienci. W mediach emocje wypierają fakty, a rozmowy o kolorach wciąż przyprawiają grafików o zawał serca... „Zakochaj się w designie” – zachęcają ekrany w warszawskich tramwajach. Starannie zaprojektowane wnętrza dyscyplinują gości skuteczniej niż ochrona przy wejściu. Ktoś kiedyś mówił, że design miał zmieniać świat na lepsze?


MOJE ODCZUCIA...

Prawdę powiedziawszy po książkę sięgnęłam, ponieważ dostałam ją na Boże Narodzenie 2016r. w formie prezentu, w innym wypadku prawdopodobnie bym na nią nawet nie spojrzała - wstyd się przyznać!

Pozycja Marcina Wichy to swego rodzaju połączenie autobiograficznych wspomnień z dzieciństwa z historyczną przygodą pośród otaczającego nas designu  w formie plakatu, przedmiotów użytkowych czy reklamy przez ostatnich trzydzieści lat: począwszy od PRL a skończywszy na czasach obecnych.


Książka ta jest utrzymana w formie krótkich anegdot i opowieści prosto z życia. Są do tego stopnia interesujące, że każdą kolejną stronę dosłownie się pochłania i ani się człowiek obejrzy a już połowa książki przeczytana.

Na ogromny plus zasługuje oprócz wartościowej treści, obwoluta. Jest biała, nie wyróżniająca się na tle innych pozycji, ale gdy się ją zdejmie, przed nami ukazuje się rażąca w oczy mocno fioletowa okładka.


Nie jest to pozycja dla każdego, bo nie każdy zrozumie humor sytuacyjny wąskiej grupy projektantów, ale na pewno warto by było, aby każda osoba mająca pośrednią styczność z designem ją przeczytała. Może dzięki tej lekturze niektórzy zrozumieliby pewne zawiłe kwestie projektowania a i być może udałoby się Polaków uwrażliwić na otaczającą brzydotę w szczególności w dużych miastach.


Na koniec powiem tyle. Szczerze polecam! I na pewno jeszcze nie raz zajrzę do tej lektury.

Ocena końcowa: 8/10

Jeżeli dotarłeś do tego momentu, mój drogi czytelniku, to może miałbyś również chęć na przeczytanie poprzedniej recenzji na temat lżejszej pozycji od Karen Doornebos?


marca 26, 2017 No komentarze


Autor: Karen Doornebos
Tytuł: "Dama w Opałach"
Tytuł oryginalny: "Definitely not Mr. Darcy"
Gatunek: Romans
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 453


Krótko o treści, co by nie spojlerować:



Chloe Parker - amerykanka - od zawsze uważająca, że urodziła się w złej epoce. Sądziła, że powinna być damą jedną z książek Jane Austen(które zresztą znała jak własną kieszeń), nosić piękne suknie, brać udział w balach i znaleźć partnera, który będzie jej prawdziwą miłością.
Tymczasem miała całkiem przyziemne problemy: nieopłacone rachunki i byłego męża, który porozumiewał się z nią jedynie za pomocą smsów i e-maili.
Pewnego dnia postanawia wziąć udział w realityshow dziejącym się w epoce Regencji i w związku z tym przylatuje do Wielkiej Brytanii. Odtąd już nic nie będzie takie samo jak przed przylotem.

Moje odczucia:


Przyznajcie się, która z nas nigdy nie marzyła będąc małą dziewczynką, aby uratował nas książę na białym rumaku albo żeby przenieść się do czasów pięknych bali, etykiety, cudownych sukien, wspaniałych manier? Marzenia... Dobrze, że dzięki książkom możemy dostać namiastkę naszych dziecięcych pragnień.




Na książkę "Dama w opałach" trafiłam zupełnie przez przypadek w antykwariacie. Zaintrygowała mnie głównie okładka i fakt, że miała dość sporo stron. Dobra, przyznaję - książki nie powinno się oceniać po okładce i jej grubości, ale w tamtym okresie, gdy się na nią natknęłam, miałam ochotę na jakąś większą pozycję, niekoniecznie uderzającą w mój portfel. Dopiero potem przeczytałam hasło na samej jej górze: Czy lepiej być rozważną czy romantyczną? Klasnęłam trzy razy w łapki i stwierdziłam, że MUSZĘ ją koniecznie przeczytać.

"Dama w opałach" jest prowadzona w dwóch prędkościach - jeśli można tak to ująć. Początek wlekł się niemiłosiernie i chciałam kilkukrotnie dać sobie już spokój z jej przeczytaniem, ale moja uparta natura nie chciała odpuścić. I dobrze, bo od momentu gdy nasza bohaterka wchodzi do programu, narracja dostaje jakby drugiego kopniaka, dzięki czemu staje się bardziej interesująca i zabawna. Po czym końcówka znowu zwalnia.




Jest to książka przede wszystkim dla fanek twórczości Jane Austen, dla osób lubiących naiwne romanse, okraszone zabawnymi sytuacjami.

Na plus zasługuje na pewno koncepcja fabuły - reality show, gdzie wszyscy zachowują się i wyglądają jakby żyli w epoce prosto z książek Jane Austen. Gdy skończyłam ją czytać naszła mnie refleksja, że niewątpliwie pozycja ta nadaje się do nakręcenia filmu na jej podstawie.



Książka sama w sobie nie zachwyca, bo i nie jest z rodzaju tych wybitnych. Nie rozstrzyga trudnych problemów świata, ani też nie nakreśla sposobu ich rozwiązania. Nie napiszę, że jest nijaka, bo taka też nie jest. Na pewno ujmuje lekkością, angielskim poczuciem humoru o zabarwieniu romantycznym. Jest wręcz idealna na zimowy wieczór przy gorącym kubku parującej herbaty, bo bardzo szybko się ją czyta ze względu na prosty język.

Ocena końcowa: 7/10

marca 24, 2017 No komentarze

Wyzwanie obieżyświata

Pod tym linkiem znajduje się więcej informacji na temat wyzwania czytelniczego, jakie sobie narzuciłam w 2019r.
Pewnie przejdzie ono również na 2020r., ale mimo wszystko zachęcam do zajrzenia na stronę :)

W I Ę C E J

Zajrzało tu już...

About me

About Me

Cześć!
Witaj w moim małym miejscu.
Serdecznie zapraszam cię do mojego świata, gdzie królują książki i filmy.
Zrób sobie herbatkę lub kawkę, złap za ciepły kocyk i spędź miło czas :)

Kasia, @czytamiogladam_pl

Instagram

Labels

10/10 2/10 3/10 4/10 5/10 6/10 7/10 8/10 9/10 film książka

Blog Archive

  • ▼  2021 (1)
    • ▼  września (1)
      • #192 Sekret Heleny | L. Riley
  • ►  2019 (33)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (6)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (4)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2018 (97)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (7)
    • ►  września (12)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (7)
    • ►  czerwca (6)
    • ►  maja (10)
    • ►  kwietnia (10)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (11)
  • ►  2017 (99)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (10)
    • ►  października (11)
    • ►  września (11)
    • ►  sierpnia (13)
    • ►  lipca (15)
    • ►  czerwca (12)
    • ►  maja (8)
    • ►  kwietnia (8)
    • ►  marca (2)

Created with by ThemeXpose