facebook instagram
  • Home
  • Książki
  • Przeczytane książki
  • Filmy
  • O mnie
  • Contact
  • Freebies

Blog recenzencki o książkach i filmach.


Autor: M. Lindstein
Tytuł: "Dzieci sekty" 
Gatunek: thriller psychologiczny
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 528
Tłumaczenie: U. Pacanowska Skogqvist


Cześć kochani,
dawno nie było postu, w którym recenzowałabym książkę z gatunku thriller psychologiczny. Tak się złożyło, że przez jakiś czas miałam sporą awersję do tego gatunku i nie potrafiłam znaleźć dla siebie odpowiedniego tytułu, który by mnie zachęcił. W końcu jednak postanowiłam jednak skończyć trylogię skandynawską, która od pierwszych stron "Sekty z wyspy mgieł" rzuciła mnie na kolana. Czy "Dzieci sekty" są idealnym zakończeniem historii Sofii? Czy może Franz Oswald w końcu się zmienił i nawrócił? Zaraz się o tym przekonamy.


Moja opinia...


Do "Dzieci sekty" podchodziłam z dużym ociąganiem. Z jednej strony bardzo chciałam wrócić do historii Sofii i tupałam nóżkami do czasu premiery ostatniego tomu trylogii, z drugiej zaś strasznie nie chciałam się rozstawać ze znanymi już bohaterami, bo zwyczajnie się przywiązałam. Po kilku tygodniach w końcu się przemogłam i zabrałam za lekturę.

"Można słuchać opinii innych ludzi w nieskończoność, ale oceniać można jedynie na podstawie własnych doświadczeń."

Zacznijmy opinię od narracji. Jest ona ustawiona w dwóch strefach czasowych. Z jednej strony obserwujemy historię Sofii w narracji trzecioosobowej opowiadaną w czasie teraźniejszym, z drugiej zaś mamy pierwszoosobową z perspektywy jednego z synów Oswalda o przeszłych wydarzeniach. Brzmi to nadzwyczaj ciekawie, bo zwykle to co się dzieje w czasie teraźniejszym jest w narracji pierwszoosobowej, a tu taki psikus nam zaserwowała autorka :)
Zdecydowanie lepiej zapoznać się z wcześniejszymi tomami tej serii, bo choć wydarzenia w tej powieści dzieją się po losach Sofii z drugiego tomu, to jednak są wątki nawiązujące do poprzednich części.



Sofię poznajemy na nowo po kilkudziesięciu latach w nowej roli - matki oraz żony Benjamina. Na jej drodze dość niespodziewanie ponownie trafia Franz Oswald, który wyszedłszy z więzienia nadal ma niesamowitą słabość do kobiety, jej życia oraz... córki - Julii.
Zdecydowanie postać Franza jest w całej serii najlepiej nakreślona - psychopatyczny stalker z manią wyższości. Jeśli szukacie tego typu postaci w przykładach literackich, Franz będzie idealnym przedstawicielem tego gatunku.
W "Dzieciach sekty" wielokrotnie naiwność Sofii sprawiała, że odkładałam książkę na bok, aby przetrawić jej zachowanie. To, w jaki sposób wychowywała dziecko wraz z Benjaminem, jak niektóre wydarzenia przechodziły obok niej - jakby była niewzruszona na krzywdę własnego dziecka, sprawiały wielokrotnie, że włos mi się jeżył na głowie. Wielokrotnie było dla mnie niepojętym, jak matka może być tak nieczuła.
W pewnym sensie w Sofii wyczułam nutę "oswaldową". Miała coś z Franza względem własnego dziecka. Niby z jednej strony bała się o córkę, próbowała ją chronić, z drugiej zaś to, co się przydarzało Julii, ukazywało niekiedy, iż tak naprawdę jej nie zależy na córce.

Zdecydowanie pozytywnym akcentem w tej powieści jest wątek Thora - chłopca, który dorastał w ViaTerra i był... Jednym z synów Oswalda. Ciekawym zabiegiem było ukazanie, jak mózg dziecka jest chłonny na nowe doznania oraz otoczenie. Pokazanie jak dziecko uczy się, a następnie zmienia oraz dostrzega jego mikroświat z wszelkimi zaletami i wadami, był bardzo ciekawym zabiegiem, na który zdecydowanie warto zwrócić uwagę.



Bardzo się cieszę, że seria o sekcie ViaTerra się już zakończyła i jest wielkie prawdopodobieństwo, że autorka nie pokusi się o jakiś prequiel, sequiel itp. Myślę, że zakończenie było dość przewidywalne, ale cała powieść sama w sobie trzymała w napięciu. Odkładając "Dzieci sekty" miałam ochotę powiedzieć autorce "dobra robota, Mariette". Zważywszy na fakt, że cała seria została napisana przez debiutantkę, która wymsknęła się mackom sekty, trzeba oddać jedno: czuć od pierwszych stron każdego tomu, że mamy styczność z czymś co postronnemu człowiekowi nie mieści się w głowie.

"Wierzyć oznacza ufać czemuś, choć nie ma się pewności, że to prawda."

Dla kogo?

Na pewno dla osób, które czytały poprzednie tomy. Bez wiedzy o tym co się działo wcześniej, momentami może być problem z wyłapaniem delikatnych niuansów dotyczących relacji pomiędzy Sofią i Franzem.


Moja ocena...

"Dzieci sekty" od samego początku do końca trzymały w napięciu, choć troszkę poza połową można mieć już pewne domysły odnośnie zakończenia przynajmniej jednego wątku. Powieść jest ciekawie napisana, miała swoje lepsze i gorsze momenty, ale całościowo, jak na książkę kończącą pewien cykl wyszło nieźle. 7/10 będzie uczciwą oceną i gorąco zachęcam do zapoznania się z całą serią, a ja z chęcią poznam kolejne książki, który wyszły spod pióra Mariette Lindstein.

A jeśli jesteś ciekaw poprzednich opinii dotyczących książek "Sekta z wyspy mgieł" oraz "Powrót sekty" zapraszam do kliknięcia w poszczególny tytuł, który przeniesie do recenzji na blogu :)

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las.



czerwca 18, 2019 No komentarze

Autor: M. Stiefvater
Tytuł: "Przeklęci święci" 
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Uroboros
Ilość stron: 360
Tłumaczenie: Piotr Kucharski

Cześć kochani,
są książki, w których zakochujemy się dosłownie od pierwszych stron. Autorzy porywają nas w swój wykreowany świat albo w historię opisaną w danej powieści. Nawet jeśli czasem im coś nie wychodzi, to skupiamy się raczej na pozytywach... Czy w "Przeklętych świętych" udało mi się skupić na nich uwagę? Zachęcam do lektury poniższej opinii :)



Krótko o treści...

Beatriz, Joaquin i Daniel są kuzynami i postanawiają zawalczyć o swoją przyszłość. Chcą zmierzyć się z rodzinną legendą oraz przekleństwem. Pozornie niedostępna i zimna Beatriz uważa, że nie dotyczą jej porywy serca. Joaquin jako tajemniczy Diablo, Diablo oddaje się pasji prowadzenia nielegalnej rozgłośni radiowej. Daniel – mianowany przez rodzinę świętym z Bicho Raro – zdaje się czynić cuda dla wszystkich poza sobą. 
Nad pustynne Kolorado nadciąga mrok, który można pokonać tylko wtedy, jeśli ma się odwagę spojrzeć w głąb siebie i zmierzyć się z własnymi uczuciami. Jak cuda odmieniają los pątników, tak los rodziny Soria odmieni się wraz z przybyciem do miasteczka Pete'a Wyatta i historią pewnej miłości.
(opis pochodzi ze strony Wydawnictwa Uroboros)

Moja opinia...

Maggie Stiefvater jest mi znana jako autorka i miałam już z nią styczność, dlatego bardzo się ucieszyłam, że Wydawnictwo Uroboros postanowiło wydać jej kolejną pozycję „Przeklęci święci".
Zachęcona opisem zacierałam ręce, że już wkrótce będę mogła przeczytać jej najnowszą powieść...



I z początku było całkiem przyjemnie. Autorka próbowała nas wciągnąć w wykreowaną przez siebie historię i nawet momentami jej się to udawało. Jednak im bardziej wgłębiałam się w treść, z jaką przyszło mi się „spotkać”, zaczęłam liczyć na cud tak jak jej bohaterowie. Na cud, że w końcu coś się w niej wydarzy! Gdy przekroczyłam połowę „Przeklętych świętych”, już wiedziałam, że nie mam co na ten cud liczyć. Po prostu autorka specjalnie zdecydowała się na taki, a nie inny zabieg, aby chyba nas — czytelników, zamęczyć.

Największy problem mam z elementami typowo konstrukcyjnymi samej powieści. Według mnie książka ta nie posiada harmonii pomiędzy dialogami a opisami. Tych drugich jest zdecydowanie za dużo, przez co wkrada się melancholijny, wręcz usypiający charakter całej książki.

"Idea perfekcji istnieje tylko po to, abyśmy mieli do czego dążyć. W samą jej koncepcję wbudowana jest niemożliwość i dlatego mówimy na nią "perfekcja" zamiast "niesłychanie dobre wykonanie". 

Dodatkowo w tym miejscu muszę wspomnieć o specyficznej narracji. Autorka „Przeklętych świętych” utrzymała w narracji trzecioosobowej. Nie byłoby w tym aspekcie nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w trakcie potrafiła ni z gruszki, ni z pietruszki dodać fragment, który po pierwsze nie wnosiłby nic do treści, a po drugie sprawiał, że zapominaliśmy o pierwotnym wątku. To było strasznie niewygodne podczas czytania i wymagało od czytelnika dodatkowego skupienia na tekście.

Kolejnym zarzutem wynikającym z moich subiektywnych odczuć, to mnogość bohaterów. Brakowało mi w „Przeklętych świętych” postaci przodującej, wyróżniającej się, która pociągnęłaby za sobą akcję, której niestety było jak na lekarstwo. Przez to, że bohaterów było za dużo, zabrakło mi możliwości zżycia się z nimi, stworzenia ciekawej więzi i po skończonej lekturze zatęsknienia za nimi.



Według mnie, w „Przeklętych świętych” było za dużo filozofowania, tworzenia na siłę mgły mistycyzmu, natomiast zdecydowanie za mało kreatywności ze strony autorki w postaci charakterystycznego świata/wizji, który ukazałby jej cały kunszt, ale także bohaterowie zbyt wiele czasu spędzali na miotaniu się pomiędzy różnymi scenami czy postaciami, przez co wewnętrznie pragnęłam, aby ta książka jak najszybciej się skończyła.

Moja ocena...

„Przeklęci święci” nie jest źle napisaną pozycją, ale sam styl pozostawia sporo wątpliwości, aby po nią sięgnąć. Dodatkowo brak akcji i usypiająca narracja niewątpliwie działa na jej niekorzyść. Według mnie 5/10 to jest maksimum, jakie mogę dać tej powieści. Jest to książka średnia, ale za to z rozpoznawalnym nazwiskiem autorki.

A za możliwość przeczytania chciałabym podziękować Wydawnictwu Uroboros.



czerwca 26, 2018 No komentarze

Autor: T. M. Frazer
Tytuł: "King" 
Gatunek: romans
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 336
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka

Cześć kochani,
dziś mam dla Was opinię książki, która mnie nie zachwyciła i raczej nie sięgnę po kolejną powieść z tej serii. Serdecznie zapraszam do lektury.



Krótko o treści...


King właśnie wyszedł z więzienia i bez wątpienia nie warto z nim zadzierać. Reprezentuje mroczny świat przestępców, jest bezwzględny dobrze wie, że nikt mu nie podskoczy.
Dla Doe ulica jest codziennością. Bezdomna dziewczyna straciła pamięć, jest zdesperowana, głodna i niepewna swojej przyszłości. Razem z koleżanką, Nikki wybierają się na imprezę z okazji wypuszczenia Kinga z więzienia. Doe jest tak zdesperowana, że jest gotowa zrobić wszystko, byle tylko przeżyć kolejny dzień.
Przyszłość Kinga właśnie się waży, a Doe najpierw musi odkryć tajemnice własnej przeszłości. Kiedy bohaterowie się spotkają, nauczą się, że czasem rozsądek, pożądanie i serce w ogóle nie chcą współpracować.
(opis pochodzi ze strony Wydawnictwa Kobiecego)

Moja opinia...


Zważywszy na to, że książkę wygrałam w rozdaniu instagramowym taniejksiazki, stwierdziłam, że mimo wszystko ją zrecenzuję.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie jestem fanką erotyków — a już szczególnie takich, gdzie w pierwszej scenie autor decyduje się na scenę łóżkową. W książce „King” na szczęście musiałam chwilę na to zaczekać i za to dostaje plusa.



Co prawda, pozycja ta, jest napisana lekko i w zasadzie przyjemnie, a sama akcja jest nieszablonowa i może w niektórych momentach nawet zaskakiwać, jednak ilość błędów — literówek, była dla mnie nie do zniesienia. W pewnym momencie musiałam spojrzeć na stopkę, aby zobaczyć, kto zajmował się korekcją tekstu, bo miałam wrażenie, jakby książka nie przeszła w ogóle korekty albo było to zrobione po prostu niechlujnie. Nie ma dla mnie nic gorszego, jak wzrok skupiający się na błędach zamiast na akcji. Zdecydowanie to, co do mnie przemówiło, to zakończenie — trzymające w napięciu, pojawiających się co raz więcej niespodzianek i sprawiło, że rzeczywiście mogłabym sięgnąć po następną część tej historii... Ale tego nie zrobię.

Muszę przyznać, że bohaterowie w powieści „King” są jacyś — zdefiniowani, mający własną przeszłość, momentami zabawni. Szczególnie King, którego można polubić, za pewną niedostępność i tajemniczość przypadł mi do gustu, jednak Doe sprawiała wrażenie spłoszonego zwierzęcia spuszczonego ze smyczy, a jej przemyślenia niejednokrotnie były zdecydowanie zbyt dziecinne i niedojrzałe — autorka decydowała się przy niej na zbytnią melancholię, co mnie osobiście odpychało od tej postaci i drażniło.

Skoro książka lekko podpada pod erotyk nie sposób nie wspomnieć o scenach łóżkowych, których opisy były sztywne, jakby ktoś rąbał drewno siekierą. Zero polotu i wyobraźni - tu autorka zdecydowanie poległa i widać pewnego rodzaju niedoświadczenie pisarskie.

Rzeczą, jaka najbardziej mnie odpychała podczas czytania i trzymania tej książki była okładka. Wręcz nie trawię tego typu okładek, które odejmują nam — czytelnikom, nutę tajemniczości i magii w postaci tworzenia własnego obrazu danej postaci. Dla mnie to jest ogromny minus tej powieści.





Moja ocena...

Będąc totalnie uczciwą dawno nie czytałam tak beznadziejnej książki, w której brakowało akcji i polotu - nie licząc zakończenia. Myślę, że naciągnięte 4/10 będzie idealną oceną dla tej powieści, którą postaram się jak najszybciej zapomnieć. Nie polecam.

Dajcie znać w komentarzach czy przeczytaliście i czy Wam ta powieść się spodobała :)
czerwca 23, 2018 No komentarze

Autor: B. Wells
Tytuł: "Ucieczka z martwego życia" 
Gatunek: obyczajowa
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 444
Tłumaczenie: Victor Grotowicz

Cześć kochani,
są takie książki, które porywają nas od pierwszego momentu, a są też te szczególne, o których będziemy myśleć przez długi czas. Które nas może nie wyrywają z butów, jednak sprawiają, że na dłuższej musimy się nad nimi pochylić i zastanowić nad tekstem, jakim nas zaskakują w środku. I właśnie "Ucieczka z martwego życia" autorstwa B. Wellsa, należy do tej właśnie kategorii.
Serdecznie zapraszam do lektury opinii na temat tej powieści :)


Krótko o treści...

Brennerowi nie ma czego zazdrościć. Z jego kariery muzycznej nic nie wyszło, praca na pełny etat, jako nauczyciela budzi w nim wstręt, a jego życie miłosne jest jedną katastrofą. Nagle odkrywa w swojej klasie nieprawdopodobny talent muzyczny: Rauliego Kantasa z Litwy. Jako manager tajemniczego chłopca chce jeszcze raz spróbować kariery muzycznej, jednak nie przypuszcza nawet, co go w związku z tym czeka…
(opis pochodzi ze strony Wydawnictwa Muza)

"Człowiek ma tyle możliwości i tyle czasu, ale brakuje mu zdolności, żeby je wykorzystać i stworzyć, coś co poruszy ludzi."

Moja opinia...

Pierwsze co mi przychodzi na myśl, kiedy siadam do pisania opinii, to "dlaczego ten tytuł przeszedł tak strasznie bez echa wśród polskich czytelników?" Napiszę więcej, moim zdaniem jest to jedna z ciekawszych pozycji, jakie zostały wydane na polskim rynku. Nie dość że szata graficzna przykuwa oko, to jeszcze treść zawarta w środku jest jak najbardziej godna polecenia. Gdybym mogła porównać tę pozycję tematyki okołofilmowej, to powiedziałabym, że nie zasługuje ta książka na oskara - przereklamowaną, złotą statuetkę, która wielokrotnie nijak się ma do filmów, jakie je otrzymują. "Ucieczka z martwego życia" to idealna pozycja dla festiwalów filmowych w Wenecji, Berlinie czy też Sundance Festival.


"Każdy człowiek a przecież w sobie tę pustkę. Ona przynależy do życia. Tylko czasem bywa tak cicha, że człowiek o niej zapomina, kiedy jest zakochany albo w stresie. Gdy jednak wokół robi się spokojnie i sam człowiek się uspokaja, wówczas odczuwa ją znowu."

Nie będę ukrywać, po części oczekiwałam lekkiej lektury, która będzie łatwa i przyjemna - takiej na jedno popołudnie. Po pierwszych pięćdziesięciu stronach wiedziałam, że spotka mnie pod tym względem zawód, ale zasadniczo było to przyjemne rozczarowanie, dzięki czemu miałam większą ochotę na czytanie tej powieści. 

Z początku w tej powieści można wyczuć spory chaos - przede wszystkim sytuacyjny - oraz pęd w niewiadomym kierunku. Autor stworzył powieść składającą się z zaskakująco krótkich podrozdziałów, dzięki czemu bardzo szybko pochłaniamy strona za stroną. Dodatkowym atutem jest momentami zadziwiająca narracja tworzona poprzez wymienianie różnych następujących po sobie elementów bądź poprzez puste dialogi bez opisów. 

"Życie podejmuje często gorsze decyzje, ponieważ karze słabość i wahanie. Świat został stworzony dla odważnych, a reszta płynie z nurtem, przy czym większość idzie na dno."

Niewątpliwym atutem "Ucieczki z martwego życia" jest wręcz namacalny klimat lat 90'. Począwszy od słuchanej przez główne postaci muzyki, a skończywszy na ubiorze, przygranicznych perypetiach czy poruszanie się specyficznym pojazdem. Są to tak delikatne smaczki, które docenią bardziej dojrzali czytelnicy - szczególnie Ci urodzeni w latach 80'.

Benedict Wells w ciekawy i dość nietypowy sposób wykreował bardzo charakterystyczne postaci, które z jednej strony lubimy, z drugiej zaś mamy ochotę potrząsnąć. Autor skupił naszą uwagę przede wszystkim na perypetiach trzech postaci: Rauli Kantasa, Brennera oraz Charliego. Każdy z bohaterów ma swoje słabsze oraz mocniejsze strony, każdy posiadał historię, którą poznawaliśmy wraz z każdą kolejną stroną i każdy z nich tworzył tę powieść. 
Bardzo mi się podobało, że autor żadnego z zachowań postaci nie oceniał, dał nam wolny wybór w znalezieniu własnego stanowiska. Również interesującym zabiegiem było przyglądanie się z boku jak rodzi się pomiędzy nimi dość zaskakująca przyjaźń.



"Przez śmierć każdy musi przejść sam. Umieranie to doświadczenie najbardziej osobiste ze wszystkiego, co nas spotyka. Pokaż mi, jak umierasz, a powiem ci, kim byłeś. [...] Gdyby ktoś poświęcił się spisywaniu historii umierania tych, którzy odeszli, dowiedzielibyśmy się o życiu więcej niż z jakichkolwiek innych źródeł."

"Ucieczka z martwego życia" jest  po części powieścią o przemijaniu, ale też próbie znalezienia swojego miejsca na ziemi. Są w niej fragmenty wręcz dołujące, nieoczekiwane wątki, szalone zachowania głównych bohaterów, ale też książka posiada puentę, która sprawia, że szybko nie zapomnimy o tej powieści.

Moja ocena...

Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się przeczytać tę powieść. Sprawiła, że wielokrotnie zatrzymywałam się w poszczególnych fragmentach - mogłam przemyśleć kilka kwestii. Nie jest to łatwa książka, ale z pewnością bardziej dojrzali czytelnicy docenią zaskakującą treść zawartą w środku. Ode mnie ta książka dostaje mocne 8/10. Z całego serca polecam! A książka wędruje na specjalną półkę w mojej biblioteczce - nieprędko się z nią rozstanę :)

A za możliwość przeczytania i zrecenzowania chciałabym serdecznie podziękować Wydawnictwu Muza.

czerwca 18, 2018 No komentarze

Autor: C. Hesselholdt
Tytuł: "Vivan" 
Gatunek: obyczajowa
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: WAB
Ilość stron: 254
Tłumaczenie: Justyna Haber - Biały


Cześć kochani,
dziś chciałabym się z Wami podzielić opinią na temat bardzo szczególnej dla mnie powieści, która skradła moje serce. Dłużej nieprzedłużając, zapraszam do lektury :)


Krótko o treści...

Historia niezwykłej fotografki Vivian Meier, która pozostawiła po sobie dorobek 150 000 fotografii.

Tajemnicza, ekscentryczna, niezwykle utalentowana – tak w skrócie można opisać Vivian Maier, jedną z najciekawszych postaci fotografii XX wieku. Jej prace odkryto przez przypadek w 2007 roku, szybko obiegły Internet i od razu stały się sensacją w świecie sztuki. Na co dzień skryta i tajemnicza opiekunka do dzieci, o jej hobby nie wiedzieli nawet najbliżsi… Kim tak naprawdę była Vivian Maier? Dlaczego przez całe życie tworzyła anonimowo? Czy była świadoma swojego niezwykłego talentu?
(opis pochodzi ze strony Wydawnictwa WAB)

"Wspomnienia są duchami świadomości, słabym cieniem minionych wydarzeń, które pojawiają się człowieku."


Moja opinia...

"Vivian" C. Hesselholdt to dość niepozorna swoimi rozmiarami książeczka, wielkości wydań kieszonkowych, która zawiera w sobie przepiękną treść, która skradła moje serce od pierwszych stron, kiedy zagłębiłam się w zawartą w środku historię.

Autorka na bazie prawdziwych wydarzeń stworzyła powieść, którą czyta się z zapartym tchem. Można się wielokrotnie zatracić pomiędzy fikcją, a rzeczywistością. Bardzo często podczas czytania miałam wrażenie, że Vivian Maier żyje, jest wśród nas, nadal tworzy i łapie chwile poprzez fotografię.



Bardzo podobało mi się w tej pozycji to, że jest nieszablonowa. Jej konstrukcja oparta jest na wymiennej roli różnych bohaterów, a przez to, że autorka obrała w swojej książce szablon filmu dokumentalnego na kolejnych stronach przewijają się różne postaci, których wspomnienia składają się na całą historię. Napiszę więcej, tu nawet narrator jest bohaterem!
Nie znajdziemy tu również schematycznego podziału na rozdziały. To, co znajdziemy w środku, określiłabym raczej mianem szarpanych wspomnień poszczególnych osób, które z początku mogą wprowadzić w czytelnika w lekki chaos, jednak za czasem przyzwyczajamy się do specyficznej narracji, na którą zdecydowała się autorka.

C. Hesselholdt w bardzo umiejętny sposób dawkuje nam emocje i pozwala bardziej zrozumieć główną postać - Vivian Maier. Mimo, że zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z fikcją, to jednak autorka w fantastyczny sposób potrafi oddać charakter postaci: lekko zagubionej, wręcz introwertycznej, młodej kobiety, skonfliktowanej z rodziną, której pasja stanowiła główną siłę napędową. Wydaje mi się, że tylko osoba równie mocno kochająca fotografię, jest w stanie zrozumieć jej tok myślenia.

Dodatkowo muszę wręcz wspomnieć o samym wydaniu. Może i książka jest mała, to na pewno zwraca swoją uwagę detalami. Przepiękna czarna okładka z zamykającą się migawką, a nad nią złoty napis, w środku mamy skrzydełka oraz dużą czcionkę, która zdecydowanie sprzyja czytaniu.


I w tym miejscu muszę Wam się do czegoś przyznać. Dopiero dzięki tej książce usłyszałam o tej kobiecie. O silnej, młodej damie mającej fantastyczne oko do fotografii ulicznej tzw. streetphoto. Zaczęłam brnąć w temat jej postaci i stało się dla mnie oczywistym, iż w pełni rozumiem zachwyty nad jej dziełami. Z jednej strony jej fotografie są proste, bo i ludzie, których zatrzymała na filmowej kliszy, są prostymi postaciami, ale jednak z wielu jej zdjęć bije ogrom emocji. Polecam się zapoznać z całym jej dorobkiem fotograficznym!


Moja ocena...

Obok "Vivian" C. Hesselholdt nie sposób przejść obojętnie. Książka zaskakuje zawartą w środku treścią a poza tym okładka, z której bije prostota, jest tak bardzo wymowna - chyba najlepsza okłada jaką widziałam w tym roku. Ocena tej powieści to zdecydowane 10/10! Polecam z całego serca!



czerwca 11, 2018 No komentarze

Autor: Agata Czykierda - Grabowska
Tytuł: "Pierwszy raz" 
Gatunek: young adult
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 367

Cześć kochani,
dziś mam dla Was świeżutką opinię na temat powieści Agaty Czykierdy - Grabowskiej - "Pierwszy raz". Jeśli jesteście ciekawi, co autorka nam zgotowała w jej najnowszej powieści, to serdecznie zapraszam do lektury :)


Krótko o treści...


Kuba od zawsze kochał siostrę swojego najlepszego przyjaciela – niestety, bez wzajemności. Piękna i kompletnie nieświadoma jego uczuć Lena byłą zagadką, której nie potrafił rozwikłać.
A ona… poraniona i zatrzaśnięta w pancerzu obojętności, który budowała sobie przez lata, nie chce wpuszczać do swojego świata mężczyzn w obawie przed kolejną traumą. 
Pewnego dnia przewrotny los ponownie połączy ze sobą drogi tych dwojga.
W Kubie ze zdwojoną siłą odżywają dawne uczucia, a Lena zaczyna patrzeć na dawnego przyjaciela w sposób, którego sama nie rozumie. Rozpoczynają pełną namiętności grę, w której oboje udają, że łączy ich tylko przyjaźń. 
Czy można oddzielić pożądanie od miłości? 
Czy można uniknąć zranienia, gdy serce otwiera się pierwszy raz?


"Nienawiść jest łatwa, bezpieczna i nie potrzebuje podsycania. O miłość trzeba non stop walczyć, nawet jeśli w grę wchodzi miłość pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Ona z założenia powinna być bezwarunkowa, ale co, jeśli zostanie wystawiona na próbę?"

Moja opinia...

Twórczość Agaty Czykierdy - Grabowskiej jest mi niezmiernie bliska. Uwielbiam zarówno styl pisania autorki, ale także to, w jaki sposób prowadzi nas przez historię zawartą w danej jej powieści. Wszystko wydaje się takie proste, ładne i miłe... Bardzo często też jej powieści mają pierwiastek dodany w postaci jakiegoś problemu - czy to choroba, czy problemy emocjonalne danego człowieka.
I tak też jest w jej najnowszej powieści "Pierwszy raz".


Na pewno trzeba oddać autorce jedno. "Pierwszy raz" pochłania czytelnika do reszty od pierwszych stron. Akcja tej powieści jest tak stworzona, abyśmy ciągle czuli zaciekawienie i pewnego rodzaju niedosyt, mimowolnie wertując kolejne strony. Autorka bardzo powoli dawkuje nam wszelkiego rodzaju emocje. Mamy tu ich całą gamę: począwszy od smutku, rozżalenia, złości głównych postaci, a skończywszy na cudownej miłości czy też przyjaźni. Agata Czykierda - Grabowska ukazuje nam, że droga do określonego celu jakim jest odwzajemniona miłość niekiedy jest usłana sporą dawką przeszkód oraz przeciwności losu.

"Pierwszy raz" opiera się w zasadzie na dwóch głównych postaciach.
Lena - młoda dziewczyna, dość zwariowana, czasem wręcz roztrzepana, ale też dla niektórych jej zachowanie względem innych może być wręcz irytujące. W pewnym sensie mogłam w niej odnaleźć siebie. I kiedy z początku miałam momentami dość jej postępowania, tak z czasem zaczęłam sobie zdawać sprawę, że tak naprawdę będąc w jej wieku, podejście do mężczyzn oraz generalnie do otaczającego świata miałam zasadniczo podobne. Ten drobiazg do tego stopnia mnie zaskoczył, że złapałam się kilka razy na tym, iż śmiałam się sama do siebie w głowie.
Bardzo podobała mi się jej powolna przemiana psychologiczno - emocjonalna. Moim zdaniem zastosowanie takiego ujęcia było ogromną zaletą tej postaci i pokazało czytelnikowi, że nie zawsze warto zamykać się we własnych głowach oraz przykrych wspomnieniach, a do niektórych rzeczy trzeba wręcz emocjonalnie dojrzeć.
Z drugiej strony mamy Kubę - postać, która swoją stałością uczuć oraz taką ludzką dobrocią, totalnie mnie ujęła. Czy są jeszcze tacy mężczyźni na świecie? Wydaje mi się, że momentami poprzez wyidealizowany jego wizerunek, autorka popłynęła. Mężczyzna z pewnością stanowił kontrapunkt dla rozchwianej emocjonalnie Leny, ale też miał swoje za uszami, co na szczęście ukazywało go bardziej ludzkim.

Agata Czykierda - Grabowska w ciekawy sposób potrafiła na tle całej opowieści stworzyć historię miłości ukazanej z dwóch stron - z jej wszelkimi wadami i zaletami, a także potrafiła podjąć się tematyki nieodwzajemnionego uczucia. Pokazała nam jak miłość potrafi być wręcz destrukcyjna dla jednej ze stron. 

"Czas potrafi zmieniać ludzi i postrzeganie świata. Jest nawet w stanie zatrzeć złe wspomnienia i umożliwia spojrzenie na rzeczywistość pod zupełnie innym kątem."


Z walorów estetycznych muszę jednoznacznie stwierdzić, że książka Agaty Czykierdy - Grabowskiej "Pierwszy raz" ujmuje przepiękną okładką. W tym miejscu kieruję słowa do osoby ją projektującej. Dobra robota! Dawno nie widziałam tak romantycznej okładki, która w subtelny, acz nienachalny sposób potrafiłaby zachęcić oko do przeczytania zawartej w środku treści. Dziękuję :)

"Strach przez porzuceniem i zdradą sprawiał, że porażony nim człowiek do końca życia był sam. Budził się i zasypiał sam, a na końcu sam umierał. Taki człowiek kocha, ale nie umie tego okazać. Potrzebuje drugiego człowieka, ale nigdy nie prosi o pomoc. Boi się samotności, ale woli się w niej utopić, niż pozwolić drugiej osobie dostać się do swojego serca."

Moja ocena...

Długo zastanawiałam się jaką ocenę dać książce "Pierwszy raz". Miała kilka drobnych niedoskonałości, ale też czytało się ją w bardzo szybkim tempie. W środku znajdziemy lekko ckliwą, naiwną historię, która jednak potrafiła wzbudzić we mnie określone emocje: pojawiająca się złość, czasem niedowierzanie, ale też była radość i kibicowanie głównym postaciom. 
Myślę, że 7/10 będzie bardzo uczciwą ocenę i w sumie mogę Wam tę powieść polecić na jakiś letni wieczór :) Myślę, że zwłaszcza w wakacje może być świetną rozrywką dla niejednego czytelnika :)

A za możliwość przeczytania i zrecenzowania chciałabym podziękować Wydawnictwu Novae Res.

czerwca 07, 2018 No komentarze

Autor: Amanda Prowse
Tytuł: "Trzy i pół sekundy"
Gatunek: obyczajowa
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Ilość stron: 311

Odkąd tylko usłyszałam, że Wydawnictwo Kobiece ma zamiar wydać tę pozycję, od razu stwierdziłam, że muszę ją przeczytać i zrecenzować. Książki, które mają w sobie pierwiastek cierpienia, bólu czy typowego katharsis przyciągają mnie do siebie jak magnes, ponieważ lubię od czasu do czasu oczyścić się ze złych emocji, aby móc znów wrócić do lżejszych książkowych tematów i historii.


Troszkę o treści..

Grace i Tom to szczęśliwe i zgodne małżeństwo, żyjące dniem za dniem. Mieszkają pod Londynem, unikając wielkomiejskiego zgiełku i wychowują trzyletnią córeczkę Chloe. Sielankową scenerię zakłóca pojawiająca się do dość przypadkowa choroba jaka dotyka małą dziewczynkę. Po zabiegu chirurgicznym, Chloe dostaje sepsy i umiera. Od tego momentu życie Grace i Toma całkowicie się zmienia. Czy uda im się przeżyć żałobę córki bez szwanku na psychice? Czy będą w stanie na nowo odżyć? Tego nie zdradzę, musicie koniecznie przeczytać. 

Moja opinia...

"Trzy i pół sekundy" nie jest trudną w odbiorze pozycją. Styl pisania autorki jest przystępny, wręcz sielankowy. Amanda Prowse ma zdecydowanie lekkie pióro, choć opisuje historię ciężką i skomplikowaną emocjonalnie dla bohaterów, w której nadmiar sprzecznych uczuć targających czytelnikiem może zdusić, zdeptać, aby pod koniec dodatkowo stłamsić. Jednakże te emocje zostają nam dozowane w delikatny sposób przez całą powieść.  Jest to zdecydowanie jedna z tych książek, które trzeba odchorować po jej przeczytaniu.



W tej pozycji dotkniemy wszystkich aspektów życia i śmierci. Książka jest bardzo ludzka, dotyka prozy życia codziennego, a autorka umiejętnie przechodzi od jednej emocji do drugiej. Czasem rzuca i przejeżdża po nas jak walec, po czym głaszcze delikatnie po głowie dając nadzieję pisaną między wierszami, twierdząc że "wszystko będzie dobrze". "Trzy i pół sekundy" pokazuje, że tak na prawdę nie da się wszystkiego zaplanować w życiu, że los potrafi nam spłatać figla w najmniej oczekiwanym momencie i powinniśmy być na te niespodzianki mimo wszystko przygotowani, aby móc je pokonać i przetrwać.

Sięgając po tę pozycję czułam podskórnie, że pudełko chusteczek będzie musiało być cały czas pod ręką i tak rzeczywiście było. Polubiłam i Grace, i Toma. Również malutką Chloe, która odegrała mniejszą, choć znaczącą rolę w tej powieści. Czułam ból po stracie rodzica, a także wyczuwałam trudności w momencie kiedy to oboje próbowali się podnieść z emocjonalnego dołu. Z jednej strony było to przytłaczające, z drugiej zaś potrafiło mimo wszystko podbudować czytelnika, pokazać mu, że w każdej sytuacji można znaleźć światełko, którym należy podążać, aby stanąć na nogi.



Poniekąd jest to książka o stracie najbliższych, jednak wydaje mi się, że autorka próbowała pokazać, że każdy może przeżyć żałobę w taki sposób, jak mu się podoba/jak tak na prawdę odczuwa na dany moment. I czy będzie ona trwać tydzień, miesiąc, rok, nikt nie powinien nam tego zabronić. A także widać w tej książce starą prawdę, że czas leczy rany, nawet te najgłębsze, jednak pamięć o najbliższych na zawsze pozostaną w naszych sercach.

Co ważne, książka ta niesie ze sobą bardzo ważne przesłanie i uczy. Uczy na co zwracać uwagę podczas choroby. Zaznacza, jak sepsa jest groźną reakcją organizmu. Tak na prawdę, wiele razy słyszałam w telewizji, czy czytałam w internecie, że ktoś zmarł w wyniku sepsy, jednak nigdy nie dowiedziałam się jak tę "chorobę" można wykryć, jakie ma objawy i co należy robić, gdy zacznie się ujawniać. Dzięki tej pozycji już nigdy nie pomylę je z grypą i stanę się bardziej wyczulona. Dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu, że miałam dzięki Wam okazję przeczytać tę pozycję, którą z pewnością będę polecać znajomym i najbliższym!


Cytaty

Nie ukrywam, że wśród łez wzruszenia było mi ciężko czytać i skupiać się na cytatach. Zapewne będę musiała jeszcze raz przeczytać na spokojnie książkę w wolnej chwili. Mimo wszystko, cztery cytaty zwróciły swoją uwagę:
"Odczuwasz okropny ból, przez który nie jesteś w stanie funkcjonować, ale nagle odkrywasz, że on nigdy nie minie, więc masz dwa wyjścia: albo na zawsze położyć się w zaciemnionym pokoju i nic nie robić, albo próbować nauczyć się z nim żyć i dalej pchać swój wózek."
"Wydaje się, że jesteśmy tak powykręcani i połamani, że bez względu na to, jak byśmy się nie starali, nie możemy się z powrotem dopasować, bo teraz oboje mamy już inne kształty."
"Straszliwe rzeczy, które nas niszczą są decyzjami podjętymi przez kogoś lub coś większego od nas i nie jesteśmy w stanie ich pojąć, a już z pewnością nie mamy mocy ich zmieniać..."
"Po sięgnięciu dna najmroczniejszej otchłani odbicie się od niego i powrót na powierzchnię wymagają wyjątkowej siły."


Ocena końcowa...

Nie sposób tej książki ocenić źle. Jest opowieścią o stracie, o bólu, o podnoszeniu się z dna i kolan. Jest też o nadziei na lepsze jutro i o prozie życia. O tym, że coś się zaczyna, ale też że coś się w pewnym momencie kończy. Jest to przepiękna historia, którą niejeden czytelnik okrasi łzą wzruszenia. Polecam nie tylko rodzicom małych dzieci, ale każdej osobie, każdemu czytelnikowi, ponieważ historia z książki może się przydarzyć każdemu z nas. A ode mnie nie może być inaczej jak pierwsza dycha w karierze recenzowania! 10/10! Na prawdę polecam!

A za egzemplarz recenzencki chciałabym serdecznie podziękować Wydawnictwu Kobiecemu.



czerwca 27, 2017 No komentarze

Autor: Wiking Meik
Tytuł: "Hygge. Klucz do szczęścia"
Gatunek: poradnik
Rok wydania: 2017 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca
Ilość stron: 288

"Zawsze znajduj czas na małe przyjemności, to z nich zbudowane jest duże szczęście"

To będzie moja pierwsza recenzja tego typu książki i nie jestem pewna czy do końca mi się uda dokonanie opinii: po pierwsze w miarę obiektywnej, a po drugie wyczerpującej.

Jeśli jeszcze nie wiecie, to za chwilę się dowiecie - nie przepadam za wszelkiego rodzaju poradnikami, z których atakują nas - czytelników tytuły w stylu jak mamy żyć, jak się ubrać by wyglądać modnie, jak naprawić związek, jak być zdrowym, jak zaoszczędzić czas, jak mieć zdrowe dzieci czy nawet jak zasznurować buta. Tytuły w tym stylu odrzucają mnie na samym wstępie i tego typu półki w księgarniach omijam bardzo szerokim łukiem. Czasem zastanawiam się, czy rzeczywiście takie pozycje mają grono wielbicieli i tzw. target.



Jakieś pół roku temu spotkałam się z przedziwnym pojęciem, które biło w oczy z praktycznie każdego bloga. Magiczne słowo - "HYGGE", które zapewne do dziś źle wymawiam. Wiele osób pisało "to takie hygge", "jak zrobić wieczór w  stylu hygge?", "jak zaprojektować dom w stylu hygge?", "uwielbiam hygge!". Hygge, hygge, hygge - wszędzie Hygge. Czy ludzie powariowali? Jakaś czarna magia? No nic, postanowiłam wgłębić się po czasie w temat, bo niedawno zaczęły mnie atakować z kolei książki o tej tematyce, które zaczęły pojawiać się na półkach jak grzyby po deszczu. Innymi słowy stała się modą na temat hygge. 

Biorąc książkę w rękę uderza w nas jedno - przepiękna okładka, bardzo designerska i taka... typowo skandynawska(jeśli wiecie co mam na myśli). Piękne na niej wytłoczenia dodatkowo sprawiają, że ma się chęć dłużej ją macać, dotykać i przyglądać się wzorom na niej. Kolejnym atutem tej pozycji jest niewątpliwie jej nieszablonowy rozmiar. Zdecydowanie mniejsza, w twardej oprawie. Na pewno nie zniszczy się podczas czytania i będziemy się z niej cieszyć latami.



Bardzo fajnie, że autor podzielił książkę na rozdziały, w których zawarł całe sedno i sens "hygge" w różnych dziedzinach życia.

"Popularne duńskie powiedzenie głosi, że nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie"

Ta pozycja jest nie tylko dla fanów "hygge", ale również dla osób chcących dowiedzieć się, czy rzeczywiście Duńczycy to naród szczęśliwy i na czym polega ich tajemnica szczęśliwości.

Przy tej książce spędziłam miło czas, poznałam kilka ciekawych trików, które w przyszłości na pewno zastosuję w domu i tak na prawdę to nie wiedziałam, że od kilku lat żyję właściwie zgodnie z duchem "hygge".


Ocena końcowa...

Jak dla mnie książka zasługuje na bardzo mocne 9/10, choć prawie się skłaniałam ku dziesiątce! a to o czymś świadczy. Nie znalazłam w niej chyba żadnego minusa i szczerze polecam! Przeczytajcie, a poznacie sekret szczęśliwości według Duńczyk, który może i Was przekona do zmiany trybu życia i podejścia do codzienności  :)

czerwca 26, 2017 No komentarze

Autor: Jay Crownover
Tytuł: "WIERNY. Jego próba" "WIERNY. Jego droga"
Gatunek: literatura young adult
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 219 | 229

Cześć,
dziś postanowiłam się pokusić o kolejną zbiorczą recenzję, ponieważ nie widzę sensu rozdzielać książki na dwie osobne opinie, skoro mówią o jednej historii(aż dziwi mnie, że wydawnictwo zdecydowało się ją rozdzielić). Obie książeczki wpadły w moje ręce z tzw. drugiej ręki, bo z antykwariatu :)


Troszkę o treści...

Młoda pielęgniarka Santa jest oddana swojej pracy i nie myśli o miłości, bowiem kiedyś w przeszłości została skrzywdzona. Dziewczyna nie chce, by jakikolwiek mężczyzna wtargnął do jej spokojnego i w miarę ułożonego życia. Jednak nagle jej pozorny spokój zakłóca Nash - artysta z salonu tatuażu - kiedyś już sprawił jej ból, gdy byli nastolatkami i wywrócił jej świat do góry nogami...


Moja opinia...

Zważywszy, że w międzyczasie czytałam równolegle trudniejsze i ambitniejsze pozycje, ta była miłą i przyjemną odskocznią, choć nie obyło się bez błędów - przede wszystkim logicznych (37 miesiąc ciąży???).
Styl w obu książeczkach był lekki, dzięki czemu szybko się czytało i nie miało się wrażenia, że treść czy historia nas męczy. To jest jak najbardziej na plus. Podczas czytania nie myślimy o tym, ile jeszcze do końca, tylko raczej "to już koniec?" Właśnie dlatego lubię czasem przeczytać takie książeczki, które bardziej umilają wieczór niż próbują na siłę tworzyć aurę ambitnych dzieł.



Santa - główna bohaterka była momentami strasznie denerwująca. Ukryta w niej zadra z czasów młodości, niejednego mężczyznę tak na prawdę doprowadziłaby do szewskiej pasji. Miota się, jest chaotyczna w stosunku do tego co czuje i kreuje się na typową "szarą myszkę". Z drugiej strony dziwi mnie upartość Nasha - typowego bad boya - w stosunku do dziewczyny. To musiała być rzeczywiście miłość, bo nie jestem w stanie wytłumaczyć jego determinacji i podejścia do Santy.

Osobiście lubię, gdy książka nie jest przepełniona zbyt długimi opisami, a obie pozycje Jay Crownover do takich zdecydowanie należą. Tu królują przede wszystkim dialogi i akcja. Gdy się pojawiają opisy, to są głównie emocjonalne wywody, aniżeli zachwalanie piękna otaczającej przyrody, co uważam osobiście za plus tej książki. Mamy okazję wczuć się w bohaterów i zrozumieć ich postępowanie względem siebie.

I ostatnia rzecz, której nie powinno się oceniać, ale według mnie robi dużo dla obu pozycji, to okładki. Bardzo romantyczne, stonowane, utrzymane w szarościach, które nota bene uwielbiam.


Cytaty...

Na szczęście w obu książkach jest mnóstwo pięknych cytatów o miłości, o życiu. Poniżej umieściłam moje pięć topowych, które najbardziej mnie urzekły.
"Przytrafiają się nam różne rzeczy, dobre i złe, ale w gruncie rzeczy chodzi o tego, kogo kochasz. O człowieka w tym kimś, bez którego nie możesz żyć, a nie sumę tego, co zrobił czy czego nie zrobił."
"Nie możesz uciec przed uczuciami - nawet jeśli niektóre z nich cię przerażają - bo miłość otwiera nas na odczuwanie emocji, o których nie mieliśmy pojęcia."
"Bagaż przeszłości bywa ciężki i czasami cholernie nieporęczny, a liczne zakręty i wyboje sprawiały, że miało się czasem ochotę zboczyć z raz obranej drogi."
"Z miłością nie ma negocjacji. Kiedy ci się przydarza, przesłania ci wszystko."
"Nie możesz w miłości kierować się doświadczeniami z dzieciństwa. Miłość do kogoś, kogo chcesz kochać przez całe życie, to coś innego, to inna siła niż miłość do rodziny. Więzy, które wtedy powstają mogą okazać się nierozerwalne."

Ocena końcowa...

Obie książki są dobrymi pozycjami, łączącymi ze sobą elementy typowej literatury kobiecej. Jest w nich miłość, są uczucia, emocje, pasja... Jednakże technicznie, wydawnictwo zrobiło jak dla mnie za dużo błędów. Wiem, że to nie wynika z winy autorki, ale jakość czytania raptownie spada, dlatego daję ode mnie 6/10 dla każdej pozycji.

Czytaliście tę historię? Co o niej sądzicie? 
czerwca 21, 2017 No komentarze

Autor: Kacper Rybiński
Tytuł: "Upadek Nadziei"
Gatunek: literatura młodzieżowa, fantasy
Rok wydania: 2017 
Wydawnictwo: Dygresje
Ilość stron: 180

Uwielbiam czytać debiuty młodych autorów, ponieważ niosą ze sobą ziarenko niepewności i ciekawości. Nie znając ich mamy przed sobą zagadkę i w głowie kłębią się różne pytania: jaki autor ma styl? Czy książka się spodoba? Czy historia, jaką stworzył autor będzie ciekawa, logiczna i składna? Są to jak najbardziej słuszne obawy, bo jednak znane nazwiska są symbolem jakości. Z drugiej strony po znanych nazwiskach wiemy czego się możemy spodziewać, ale przecież i oni kiedyś od jakiegoś debiutu zaczynali i miło patrzeć jak z każdą kolejną książką ich styl ewoluował.
Z ogromnym zaciekawieniem sięgnęłam po książkę Kacpra Rybińskiego "Upadek Nadziei", której egzemplarz został mi udostepniony dzięki Wydawnictwu Dygresje.


Troszkę o treści...

Młoda handlarka Rita, miła i sympatyczna młoda dziewczyna, poznaje na straganie Tero - drobnego złodziejaszka, który nie zna innego sposobu na życie, i któremu to wiele kradzieży idzie na sucho ze względu na jego młody wiek. Ich spotkanie rozpoczyna przygodę życia. Oboje jednak nie wiedzą jednego. Już wkrótce Nadzieja wraz z mieszkańcami zostanie zniszczona. Czy uda się im przetrwać i uciec? Tego nie zdradzę, musicie koniecznie przeczytać :)


Moja opinia...

Jak na debiut, to muszę jednoznacznie stwierdzić, że styl pisania Kacpra Rybińskiego jest bardzo przyjemny, nie przynudza długimi opisami i interesująco prowadzi historię, którą stworzył. Gdy czytałam "Upadek Nadziei" niejednokrotnie na myśl mi przychodziła twórczość Zafona(np. "Miasto mgły") - nie wiem czy młody autor inspirował się starszym kolegą, ale podświadomie wyczuwałam podobny klimat w obu książkach.

Jest to pozycja z gatunku przygody z elementami fantastyki. Czytając uśmiechamy się widząc oczami wyobraźni znane postaci. Znajdziemy tutaj bowiem i Szeherezadę, i latający dywan, i lampę Alladyna z wyskakującym dżinem czy nawet Sindbada Żeglarza. Dodatkowo elementy fantastyki w postaci tajemniczej wiedźmy na pewno spodobają się niejednemu czytelnikowi.



W "Upadku nadziei" mamy interesujące tło biegu wydarzeń. Trzy krainy: Wodne Ogrody, Słoneczna dzielnica i Beznadzieja. W książce akcja dzieje się przede wszystkim w dwóch ostatnich. Widać w tej pozycji jak bardzo zostało podzielone społeczeństwo według klasy posiadania i zamożności i jak w prosty sposób można zostać wrzuconym do niższej klasy. W najniższej klasie - Beznadziei - odbywa się tam swego rodzaju walka o przetrwanie.

Książka ta ukazuje przede wszystkim, że ludzie, którzy są w beznadziejnej sytuacji zawsze będą się wspierać i wzajemnie sobie pomagać. Mimo przeciwności losu, zawsze znajdzie się dobra dusza, nasz najlepszy przyjaciel, który wspomoże nas w gorszych momentach. Jak również wskazuje na fakt, iż popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale bardzo ważne jest, abyśmy potrafili również wybaczać błędy popełnione przez naszych najbliższych lub tych na których nam naprawdę zależy.



Dodatkowym atutem tej pozycji są ilustracje, które zaskoczą niejednego czytelnika. Bardzo fajnie oddają charakter miejsc i tła. A także zakończenie książki jest niewątpliwie jej dużym atutem - nie jest banalne i wprowadza element zaskoczenia.

Cytaty

Ciekawych cytatów za dużo nie znalazłam, ponieważ było sporo akcji jak na tak cienką pozycję, jednak ten jeden przykuł moją uwagę na dłużej:
"Gdy na niebie jest tęcza, nie trzeba płakać. Bo tęcza symbolizuje nadzieję."

Ocena końcowa...

Książka Kacpra Rybińskiego jest połączeniem wielu ciekawych elementów, które składają się na całość, tworząc interesującą pozycję na jeden wieczór. Jest to dobra książka zarówno dla dorosłego, jak i młodszego czytelnika. Uczy, bawi, wprowadza nas w charakterystyczny świat, który pozostanie w naszej wyobraźni jeszcze przez jakiś czas. Dla mnie książka ta zasługuje na bardzo mocne 8/10. Liczę, że Kacper na tej jednej pozycji nie poprzestanie i jeszcze kiedyś uda mi się coś z jego twórczości przeczytać.

A za egzemplarz dziękuję Wydawnictwo Sorus i Dygresje.


czerwca 19, 2017 No komentarze
Older Posts

Wyzwanie obieżyświata

Pod tym linkiem znajduje się więcej informacji na temat wyzwania czytelniczego, jakie sobie narzuciłam w 2019r.
Pewnie przejdzie ono również na 2020r., ale mimo wszystko zachęcam do zajrzenia na stronę :)

W I Ę C E J

Zajrzało tu już...

About me

About Me

Cześć!
Witaj w moim małym miejscu.
Serdecznie zapraszam cię do mojego świata, gdzie królują książki i filmy.
Zrób sobie herbatkę lub kawkę, złap za ciepły kocyk i spędź miło czas :)

Kasia, @czytamiogladam_pl

Instagram

Labels

10/10 2/10 3/10 4/10 5/10 6/10 7/10 8/10 9/10 film książka

Blog Archive

  • ▼  2021 (1)
    • ▼  września (1)
      • #192 Sekret Heleny | L. Riley
  • ►  2019 (33)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (6)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (4)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2018 (97)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (7)
    • ►  września (12)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (7)
    • ►  czerwca (6)
    • ►  maja (10)
    • ►  kwietnia (10)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (11)
  • ►  2017 (99)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (10)
    • ►  października (11)
    • ►  września (11)
    • ►  sierpnia (13)
    • ►  lipca (15)
    • ►  czerwca (12)
    • ►  maja (8)
    • ►  kwietnia (8)
    • ►  marca (2)

Created with by ThemeXpose